Uff, powoli zaczynam się ze wszystkim odrabiać, jak tak dalej pójdzie, to okaże się, iż mam chwilę czasu na relaks w basenie (o ile oczywiście pogoda się utrzyma:). Na zdjęciach to co zwykle, sutasze i filcowe różyczki. Między fotografie wkradł się też kwiat w kolorze buraczkowym, zrobiony z nienadającego się do niczego parea - w sumie przyjemnie robiło się tego cudaka, wystarczyło ciąć i przypalać - wspaniała alternatywa dla kogoś znudzonego ciągłym szyciem. No nic, uciekam do sutaszu w kolorze kremowym, naszyjnik na jutro ma być gotowy, a ja mam tylko środek. Miłego dnia!
Wszystko jest genialne :)
OdpowiedzUsuńTwoje prace wręcz powalają cudwonością i dokładnością wykonania!
OdpowiedzUsuńZgadzam się z przedmówczynią! Muszę też przyznać, że nieźle Ci idzie z sutaszem :) Też mnie kusi, żeby spróbować. Może kiedyś... :)
OdpowiedzUsuńdla mnie jestes mistrzynia sutaszu ;)
OdpowiedzUsuńPrzepiękne prace, a róże są po prostu cudne!
OdpowiedzUsuńCudeńka!
OdpowiedzUsuńPięknie! Twoje sutaszowe arcydzieła sprawiają, że chyba zrobię kolejne podejście do tej techniki, choć oczywiście nawet w połowie moje sutasze nie będą tak dopracowane jak Twoje :)
OdpowiedzUsuńbardzo ładne sutaszowe drobiazgi- gratuluję!
OdpowiedzUsuńBardzo Wam dziękuję za komentarze, choć uważam, że są zdecydowanie zbyt przychylne! Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńPS. Pasjonatko, taka ze mnie mistrzyni jak z koziej d.. trąba ;) Pozdrawiam!